poniedziałek, październik 23, 2017

Odwiedza nas 380 gości oraz 17 użytkowników.

VTX Polska

Austria - Großglockner Hochalpenstraße

ALPY 2013 Großglockner Hochalpenstraße Relacja

Witam Wszystkich,
Dzięki, że trzymaliście za nas kciuki. Jak wcześniej pisała Lena, nasza wyprawa w Alpy zakończyła się szczęśliwym powrotem do domów. Ponieważ dysponuję odrobiną wolnego czasu oraz objąłem funkcję samozwańczego fotografa, to zostałem upoważniony przez Lenę i Marko do napisania krótkiej relacji z tej „historycznej” wyprawy. Powinność tę z przyjemnością czynię.
Po tygodniu przygotowań mojego VTX 1800 do drogi, tj. wymianie filtrów, olejów, wymianie płynów we wszystkich układach hydraulicznych, wymianie klocków hamulcowych, zamontowaniu GPS, gniazda zapalniczki i tempomatu oraz uzbrojeniu się w kilka niezbędnych rzeczy takich jak torba podróżna będąca jednocześnie bardzo wygodnym podparciem pod plecy, kombinezon wodoodporny oraz trzy pary rękawic ( zimowe narciarskie, letnie perforowane oraz skórzane pośrednie) i jeszcze dwa zestawy bielizny termicznej, wreszcie byłem gotowy do drogi. Myślę, że Lena i Marko przerobili ten sam schemat.

Niedziela. Ruszamy razem rano z Warszawy. Stolica żegna nas płacząc siarczystymi strugami deszczu. Jest to pierwszy test naszego przygotowania do jazdy w czasie ulewy. Godzinną próbę zdajemy pomyślnie za co zostajemy wynagrodzeni słońcem aż do samego Mikulov na granicy Czesko-Austriackiej. Przejechana trasa to 622 km. Z postojami na tankowanie, kawy i obiad zajęła nam ok 8-9 godzin. Nocujemy w pensjonacie Venus w Mikulov. Standard wystarczający jak na jedną noc w podróży, cena 36 € za pokój 2-osobowy ze śniadaniem, zamykany garaż na motocykle. Nocleg byłby jeszcze bardziej udany gdyby nie grupa rozbawionych, słowackich motocyklistów, która najwyraźniej nie zamierzała wyjeżdżać z samego rana. Uwaga! W Czechach autostrady dla motocyklistów są bezpłatne. Na Austrię trzeba kupić winietę za 8,30 €.

Poniedziałek. Niestety drugi dzień wita nas już z samego rana mżawką, która na kolejnych kilometrach nasila się, żeby już za Wiedniem zamienić się w ulewę i nękać nas tak przez kolejne min. 200 km. W życiu nie jechałem tak długo w tak trudnych warunkach. Autostrada, pod kołami jezioro, w powietrzu mieszanina wody porywanej przez koła samochodów, widoczność mocno ograniczona. Na szczęście są to austriackie drogi więc przynajmniej nie ma niekończących się kolein. Nie poddajemy się i jedziemy cały czas do przodu zatrzymując się jedynie na niezbędne tankowanie i gorącą herbatę z cytryną. Do Kaprun dojeżdżamy wieczorem gdzie czekał na nas bardzo ładny i nowy pensjonat, sympatyczna właścicielka oraz gorący prysznic. Wieczorem, znajdujemy jeszcze czas i siły, żeby wyjść na porządną, zasłużoną, austriacką kolację. Pokonaliśmy tego dnia 493 km.

77530437753092
Wtorek. Pierwszy dzień pobytu w Kaprun z uwagi na „niestabilną” pogodę oraz chwilowy uraz do siadania w siodle, postanawiamy spędzić na nogach i zwiedzić miasteczko Kaprun oraz Zell am See. I tak na naszej drodze znalazły się: miejscowy kościółek, XIII wieczny zamek, muzeum starych samochodów. W Zell am See płyniemy jeszcze statkiem po jeziorze Zeller See i wjeżdżamy kolejką linową na pobliską górę, żeby jeszcze raz podziwiać jezioro i miasto.

77530587753055
7753052
7753057
7753061
Środa. Stęskniliśmy się już za naszymi maszynami i zaplanowaliśmy zwiedzanie potężnego kompleksu zapór wodnych w dolinie Kaprun, najwyższego w Europie wodospadu w Krimml oraz przejechać się drogą widokową Gerlos Alpenstrasse.
Zapory wodne położone na wysokości ok. 2000 mnpm, wysokości własnej powyżej 100 m i wielkie zbiorniki wodne gromadzące wodę z pobliskich lodowców zapewne stanowiły by wielką ucztę dla oczu gdyby nie podający gęsty śnieg i fakt, że znajdowaliśmy się w środku chmury. Dopiero o godzinie przyroda uchyla rąbka swych tajemnic i pozwala nam zobaczyć przynajmniej cześć uroków swoich oraz imponującego dzieła inżynierii lądowej.
Dalej szybki skok na zachód do Krimml, gdzie pogoda była już całkiem OK, krótki spacer i widok pięknego wodospadu poprawia nam humory. Przejażdżka krętą drogą trasy Gerlos Alpenstrasse i piękne widoki zielonych dolin, miasteczek i jeszcze raz wodospadu z góry są niezapomnianym wrażeniem i udanym zakończeniem dnia. Przejazd tą trasą jest extra płatny. Tego dnia łącznie przejechaliśmy ok. 200 km.775304777530497753053775306877530637753076dsc02938m7753071
TRASA PRZEJAZDU:
maps.google.pl/maps?saddr=kaprun&daddr=4...3&sz=10&via=1,2&z=10

Czwartek. Tego dnia zachęceni poprawiającą się pogodą zaplanowaliśmy to co było naszym najważniejszym celem całej wyprawy do Austrii – przejazd drogą GrossGlockner HochalpenStrasse. Pobudka o świcie i wyjazd z samego rana, żeby nam nie zabrakło dnia. Jak się okazało pod koniec dnia, każda minuta była na wagę złota i spania we własnym łóżku. Szybkie zdjęcia przy kamieniu drogowym oznaczonym 0 (zerowy kilometr trasy) i jazda pod górę. Pierwsze kilometry są łagodne a dookoła zdecydowanie przeważa piękna, wiosenna zieleń. Ale już w krótce krajobraz się zmienia. Jeszcze opłata za wjazd i zaczynają się serpentyny. Jedna za drugą, wspinamy się ostro pod górę. Jeż za chwilę przekraczamy wysokość ok. 1500 m npm i dookoła zaczyna panować śnieg, świeży śnieg. Podobno dwa, trzy dni temu nasypało go dużo, że aż były potrzebne pługi na drodze. Ale my szczęśliwie jedziemy po super gładkim i suchym asfalcie w środku Alp (nawet w centrum Warszawy takiego nie ma)i wspinamy się coraz wyżej. Na wysokości ok. 2.200 robimy sobie postój na herbatę i ogrzanie rąk przy piecu. Tu zjeżdżamy na chwilę z głównej drogi aby wjechać na najwyżej położony punkt widokowy trasy – 2572 m npm. Piękne widoki dookoła nas. Góry, śnieg i nasza droga wijąca się jak czarna wstążka na białym tle. Kilka zdjęć i jedziemy dalej do Franz-Josef-Hohe u stóp lodowca GrossGlockner (Wielki Dzwonnik). Tu w słońcu, mamy okazję podziwiać jęzor lodowca schodzącego z gór oraz szalejące świstaki. Znalazło się również muzeum starych samochodów. Czas goni, trzeba jechać. Podejmujemy decyzję, że nie wracamy tą samą trasą, lecz zrobimy pętlę przez Lienz, Matrei i Mittersill i wiedziemy do Kaprun od zachodniej strony. Jedziemy dalej. Po drodze w miejscowości Hube odbijamy w prawo w dolinę Kalser Tal gdzie możemy podziwiać kolejny wodospad i cieszyć się jazdą po serpentynach. Wracamy i lecimy dalej główną drogą na Mittersill. Piękna droga na odrobinę szaleństwa. Dużo zakrętów, ale nie zbyt ostrych i my jedyni na tej drodze. Jeszcze kilkanaście kilometrów i już wiemy dlaczego jesteśmy sami. Droga dalej jest zamknięta. Obsunęły się skały i zasypały przejazd. Sympatyczny Pan informuje nas, że jedyną drogą do Kaprun jest droga przez góry którą już dzisiaj przejechaliśmy. Trzeba wracać. Robi się późno a przejazd przez góry jest otwarty tylko do 21.30. Kurcze, jesteśmy zaledwie 50 km od domu. Gnamy z powrotem. Dojeżdżamy do bramki wjazdowej na trasę widokową ok. 20.00. Pani z obsługi spanikowanym głosem próbuje nam wytłumaczyć, że śnieg zaczyna padać w górach i przejazd może być zaraz zamknięty i musimy się śpieszyć ale jechać ostrożnie. Zakładamy w pośpiechu spodnie i kurtki przeciwdeszczowe. Grozy sytuacji dodaje Pani, która co chwila do nas podbiega i krzyczy – jechać, musicie jechać. Jedziemy. Na samej górze faktycznie jest niesympatycznie. Zapadający zmierzch i ciemne chmury stwarzają bardzo ponury nastrój do jazdy. Do tego tak jak rano było wielu motocyklistów to teraz jesteśmy niemalże sami. Na szczęście nie zaczął padać śnieg i nie zamknięto drogi. Jedynie musieliśmy uważać na powoli zamarzające jęzory wody z topniejącego śniegu, które co chwila przecinały nam drogę. Udało się. Śpimy w naszym przytulnym pensjonacie.
7753074
7753074
7753074
7753074
7753074
7753074
7753074
7753074
7753074
dsc03066m
Piątek. Dzień pod znakiem więcej oglądania, mniej jazdy. Pojeździmy sobie jutro w drodze do domu. Na początek dnia podziwiamy piękną przełęcz w Kaprun Sigmund-Thun Gorge. Szczelina wydrążona przez wody topniejącego lodowca ponad 14.000 lat temu. Całe dno szczeliny zajmuje rwący potok z licznymi kaskadami. My spacerujemy mostkiem kilka metrów nad wodą. Bardzo ciekawe miejsce. Musi być idealne na gorące letnie dni. Na końcu wąwozu docieramy do zapory i malowniczego, spokojnego jeziora wypełnionego lazurową wodą. Pięknie i cicho, aż chce się zostać dłużej. Jedziemy dalej. Czeka na nas jeszcze wjazd na lodowiec. Podróż trzema kolejkami linowymi i jesteśmy na wysokości 3029m npm. Piękne miejsce, bogata infrastruktura do podziwiania widoków jednakże siedzimy w samym środku chmury. Widoczność max 50 m. Kawa i ciastko na pocieszenie i wracamy na dół. Z pogodą nie wygramy. W drodze do pensjonatu podjeżdżamy jeszcze pod wyciąg w Zell am See. Jest już za późno na wjazd, ale umawiamy się, że jak jutro rano będzie ładna pogoda to w drodze do domu zaliczymy jeszcze tę górę.

dsc03081mdsc03084m
7753098
7753270
7753274
7753271
7753273
Sobota. Jest pogoda. Spakowani na podróż powrotną wstępujemy jeszcze do Zell am See i wjeżdżamy na górę Schmitten z której możemy jak na dłoni podziwiać wszystkie uroki okolicznych gór a w dole miasto i jezioro. Czas goni a przed nami najdłuższy odcinek drogi w jej wyprawie. Nocujemy w ok. Gliwic. Dla urozmaicenia drogi powrotnej decydujemy się pojechać przez góry, przez Bad Ischl i Ebensee i wzdłuż jezior Hallstatter i Traunsee. Piękne widoki, ciekawa droga – polecamy. Dalej wpadamy na A1 przed Linz i dalej lecimy w kierunku na Wiedeń. I tu nauczeni doświadczeniami z drogi w pierwszą stronę pilnujemy zjazdu z A1 na S33 w St. Polten i omijając Wiedeń od północnej strony dalej jedziemy już tradycyjną drogą aż do Gliwic. Pogoda sprzyja i jazda jest samą czystą przyjemnością. To taki rewanż za poniedziałkowe ulewy. Po pokonaniu 762 km w 10 godzin dojeżdżamy na zasłużony odpoczynek. Śpimy w agroturystyce „W Starym Ogrodnictwie” w Przyszowicach w cenie 90 zł na jedynkę i 140 zł za pokój 2-osobowy ze śniadaniem w cenie. Polecamy miejsce.
7753277
7753277
7753277
7753277
7753277
7753277
7753277

TRASA PRZEJAZDU:
maps.google.pl/maps?saddr=Kaprun,+Austri...&sz=11&via=1,2,3&z=7

Niedziela. Pozostał już tylko ostatni odcinek drogi do domu – 354 km. Ruszamy z samego rana o 8.00 i około 11.30 ja jestem w Łomiankach a Lena i Marko w Piasecznie. Na pożegnanie, tuż przed samym domem dopada mnie jeszcze deszcz. To chyba tak na przypomnienie, że to zjawisko atmosferyczne podróżowało razem z nami.
Podsumowanie.
Przejechaliśmy w sumie 2.940 km. W tym dojazd do Kaprun i powrót – 2 x 1.115 km, pozostałe 700 km na miejscu po górach.
Koszty moje własne, podróżującego w pojedynkę :
Paliwo: ok. 1300 – 1400 zł
Noclegi: Kaprun: ja za 1-no miejsce w pokoju 2-osobowym zapłaciłem 155 € za 5 dni; noclegi w drodze – ok. 220 zł
Inne wydatki łącznie: ok. 1.100 zł – na własne wyżywienie, winiety autostrada i drogi widokowe w Austrii, 2 wejścia na baseny termalne, inne wejściówki.
Uwaga! Wiele wejściówek i biletów na wjazd kolejkami linowymi mieliśmy gratis dzięki karcie Zell am See Kaprun Summer Card, którą dostaliśmy gratis w ramach ceny za nocleg. Bardzo cenna rzecz!!!
Łącznie: ok. 3.400 zł
Mam nadzieję, że sprostałem zadaniu i zaspokoiłem Waszą ciekawość :) . Jeżeli będziecie mieli jakiekolwiek pytania to proszę piszcie. Na pewno Lena, Marko lub Ja chętnie odpowiemy.

Pozdrawiamy,
Lena, Marko i Adam

7753290

PS. Chętnie wróciłbym do tych widoków.

Październik 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31